niedziela, 16 lipca 2017

Co jest w naszej psiej szafie? #1- szelki, obroże, smycze

Kolejny luźny post, który już od dłuższego czasu miałam w planach :) Dzisiaj dowiecie się w czym chodzi Marley, czyli nasze szelki, obroże i smycze.
Przez cztery lata zdążyłam uzbierać troszkę tych rzeczy. Sama uwielbiam takie posty, więc postanowiłam pokazać Wam co jest w naszej kolekcji. Zacznijmy może od tego, czego mamy najmniej, czyli...

Szelki

Posiadamy jedynie Hurtty Active oraz szelki siodłowe z Yarro. Z tych pierwszych jestem mega zadowolona, nasze ulubione szelki, jednak z faktu, że są zabudowane trochę grzeją psa. Przymierzam się do zakupu jakiś guardów lub norwegów. Dlaczego jest tego tak mało? W szelkach Marley może ciągnąć, ma pozwolenie na zamienianie się w konia pociągowego i naparzanie do przodu niczym profesjonalny canicrossowy pies. No właśnie. Na zwykłych spacerach, czy wyjściach na sikupę jest to bardzo uciążliwe, dlatego na nie zazwyczaj zabieramy...

Obroże
Obroży też nie mamy zbyt wiele, mogłoby być więcej, bo są to akcesoria, których używamy najczęściej. Spacer, wyjście na sikupę, trening,... zawsze obroża. Batmany z Schnauzer Shop, ananasy z Osso di Cane, czarna obroża z Nobby, paracordowy martingale od UMilki, brązoworuda obroża z MacLeather i jakaś zwykła czerwona z pobliskiego zoologa. Królują u nas zapięcia na plastikową klamrę, bo takie są najczęściej spotykane i czy to w sklepie zoologicznym, czy na wystawie jest ich zawsze najwięcej. Ja swoje serducho oddaję jednak półzaciskom pętelkowym, czyli martingale. Nie mamy jeszcze zwykłego półzacisku, ale mam nadzieję, że niedługo się to zmieni ;) A, no tak, na zdjciu jeszcze halter z amiplay. Używaliśmy do chodzenia na luźnej smyczy oraz jako kaganiec jeżdżąc komunikacją miejską czy w mocno zaludnione miejsca.
Smycze
I tego dziwnym trafem mamy najwięcej. Dwie przepinane, jedna regulowana, dwie klasyczne, w tym jedna z mopem <3, amortyzator, automatyczna i linka treningowa. Ta z różowym mopem i karabińczykiem została zrobiona przeze mnie własnoręcznie, bo bardzo spodobał mi się pomysł Natalii z Psiego Kawałka Internetu na pomalowanie karabińczyka lakierem do paznokci. Farba starła się niestety po kilku spacerach. Nasza ulubiona, czarna przepinana smycz, najczęściej jej używamy, również na dogtrekkingach w połączeniu z amortyzatorem. Linkę również sama robiłam, dziesięciometrowa. Najbardziej "znielubiona" przez nas smycz, czyli automatyczna, która ma już 1, 2, 3..., 5..., 7 lat.
Edit: smycz regulowana (czwarta od lewej, ta niebieska) właśnie nam się zepsuła. Saba szarpnęła i taśma przy karabińczyku po prostu pękła :/

~

To by było na tyle, dajcie znać jak podoba Wam się nasza kolekcja :D
Macie od groma wszelkich smyczy i obroży, czy stawiacie na jeden-dwa sprawdzone komplety?

1 komentarz:

  1. Ja raczej jestem miłośniczką minimalizmu. Mamy 3 albo 4 obróżki i podobną ilość smyczy. No i jedną parę szelek. Dla nas na ten moment jest to wystarczająco :)
    Pozdrawiamy! | BLOG

    OdpowiedzUsuń